Rębków ostatnia wojna
Stare domy maja swoje tajemnice, przedmioty, miejsca też. O
ludziach nie wspomnę.
Gdy ma się te osiem - dziewięć lat to większość tego co
mamy poznać jest jeszcze tajemnicą. Nawet to co jest dla innych
oczywiste dla nas było jeszcze tajemnicą.
W taki czas - wiosną w domu dziadków w Rębkowie rodzice
postanowili zmienić tapety. Tak naprawdę to nie zmienić bo
tamtych tapet się nie zdzierało tylko trzeba było położyć
nowe na te stare. Więc wszystko co wisiało na ścianach obrazy,
kilimy oraz stary zegar miało być zdjęte i wyniesione na czas
tapetowania do komory. Tego to jeszcze w domu nie było wiec z
bratem ochoczo zaczęliśmy pomagać rodzicom. Wiedzieliśmy, że
zegara nie można przenosić z wahadłem więc odczepiliśmy je i
dopiero wtedy skrzynkę z mechanizmem zdjęliśmy ze ściany. Nie
ma wahadła, mechanizm dobrze do skrzynki przymocowany a tu w
zegarze coś się przesuwa!
Patrzymy, szukamy nic nie widać. Podnosimy skrzynkę by ją
wynieść a tu znów - szur, szur coś w zegarze się przesuwa i
to wyraźnie w górnej jego części. Przyglądamy się - nic nie
widać - ruszamy na boki skrzynką - coś tam jednak jest w tej
skrzynce. Tylko gdzie?
Okazało się, że w górnej części zegara była dokładnie
zamaskowana skrytka. W skrytce leżało zawiniątko - stara
gazeta a w niej coś. Rozwinęliśmy gazetę a w środku były
pieniądze - prawie nowe banknoty. Setki i pięćdziesiątki.
Zupełnie niepodobne do tych które myśmy znali - były i
większe i ładniejsze. Może nawet określenie ładniejsze jest
nieodpowiednie - one po prostu swoim wyglądem wzbudzały
zaufanie. Wyraźnie pochodziły z czasów gdy pieniądz miał
swoja wartość.
Policzyliśmy, wyszło, że w zegarze było dziesięć
tysięcy złotych - przedwojennych jak nam powiedzieli rodzice
zdziwieni nie mniej jak my tym znaleziskiem.
Ile to było warte przed wojną? Jeśli przeciętne miesięczne
wynagrodzenie wynosiło przed wojną w zależności od rejonu
Polski od 120 do 180 zł to ta kwota w skrytce to był majątek!
Czyje to było? Dlaczego przez tyle lat nikt tego nie znalazł?
Ten zegar był własnością wujka który zginął w obozie
Buchenwaldzie.
Przed wojną ojciec i wujek przyjaźnili się zanim Władek
został szwagrem mojego przyszłego ojca. Przyjaźnili się
pomimo dużych różnic w charakterach i podejściu do życia.
Stefan czyli mój ojciec fascynował się techniką. Jeśli
gdzieś na świecie pojawiła się jakaś nowość to ojciec był
jednym z pierwszych w okolicy który ją miał. Motocykl,
oczywiście pierwszy jaki był we wsi należał do ojca. Radio
najpierw kryształkowe a później lampowe pierwsze u Stefana
było. Oświetlenie elektryczne - chociaż z akumulatorów ale
zawsze też ojciec uruchomił u dziadków w domu.
Władek patrzył na te zakupy ojca i jednoznacznie oceniał je
jako niczym nie uzasadnioną rozrzutność. Władek pieniądze
zbierał i gdzieś chował. Przed samym wybuchem wojny chciał za
te uzbierane pieniądze kupić ziemię i dom. Znalazł takie
siedlisko, kawał ziemi tuż przy lesie które mu się podobało
i ... nie kupił bo po wielu targach kupiec nie chciał ustąpić
z ceny o 100 złotych. Ta sporna kwota to było chyba mniej niż
jeden procent całej transakcji.
Wybuchła wojna. Ojciec mój radził Władkowi aby za całe
zgromadzone pieniądze kupił skóry bo pieniądz może stracić
wartość. Szwagier uważał, że to niemożliwe aby pieniądze
mogły stracić na wartości. Weszli Niemcy, polski pieniądz z
tygodnia na tydzień tracił na wartości lecz jeszcze można
było kupić towar który można by przetrzymać i sprzedać z
zyskiem. Władek był uparty i uważał że pieniądz to
pieniądz - Anglia, Francja uderzą i znów polski złoty będzie
miał swoja wartość. Nawet wtedy gdy Niemcy zaczęli
wprowadzać na terenie Generalnej Guberni "młynarki"
czyli złotówki pod niemiecką okupacją odmówił
szybkiego
wyzbycia się przedwrześniowych pieniędzy i już.
W1941 roku gestapo przyszło aresztować brata Władka, Adolfa. Już
wychodzili z
domu z aresztowanym gdy jeden z gestapowców
wrócił się,
doszedł do łóżka i z pod poduszki wyciągnął lornetkę.
"Czyje to?" - zapytał
Aresztowany zamiast powiedzieć, że to jego wskazał na brata
więc gestapo zabrało i Władka. Zabrało razem z tajemnicą
gdzie są schowane pieniądze.
Obóz przeżył Adolf, Władek umarł na kilka tygodni przed
wyzwoleniem lub tuż po. Kilka lat temu we wsi tablicę tym
aresztowanym wystawiono.
Po latach z bratem w zegarze odnaleźliśmy przez przypadek te
ukryte pieniądze a jeszcze po wielu następnych latach
przeczytałem historię opowiadaną przez rabina Nachmana z
Bracławia "Historia o koniu i pompie" która jak ulał
pasowała do historii tego "skarbu".
O czym ta historia?
Żydowi kupiec naraił kupno konia. Kupiec chciał tylko dwa
ruble a koń widać było że jest wart co najmniej cztery ruble
więc Żyd konia kupił.
Pojechał z tym zakupionym koniem na jarmark a tam już chcieli
za konia dać 40 rubli. 
Jeśli mi dają czterdzieści rubli to ten koń musi być wart
więcej - tak myślał - i konia na tym targu nie sprzedał.
Chodził z koniem od jarmarku do jarmarku, oferowana przez
kupców cena konia rosła ale - jeśli dają tyle to musi być
wart dużo więcej i do transakcji nie dochodziło. Nawet cena
podana przez króla nie była zadawalająca lecz Żyd nie
wiedział, że koń był zaczarowany. Na rynku w stolicy koń
zmniejszył się i zniknął w rurze pompy co była postawiona na
studni.
Żyd narobił hałasu, ludzie się zbiegli - koń w studni -
zaglądają - gdzie tam koń w studni. Pobili Żyda że im
głowę zawraca. Żyd od studni nie ustępuje, co ludzie odejdą
to z rury wygląda łeb konia. Żyd krzyczy, ludzie się
zbiegają i biją Żyda że im spokój zakłóca bo jaki
tam koń
w studni?.
No cóż, trzeba wiedzieć kiedy zejść z ceny i kiedy kupić i
kiedy sprzedać.
Mój wujek którego nigdy nie widziałem chyba nie
słyszał tego
co opowiadał Nachman z Bracławia.
Stefan Jerzy Siudalski © 2003