Czereśniowy sadCień i Zachód przysiadły w czereśniowym sadzieO świcie, gdy jaskółka wystrzeliła z niszy Cicho sobie szepczą W niebo spoglądają I nikt ich nie słyszy W południową porę pod osłoną drzewa Cień rozłożył się w trawach ukryty przed żarem 'Zachód w gąszczu przycupnął Mruży oczy, śpiewa Z korzeniami nucą cichutką pieśń Gdy wieczorna mgła kirem Zieleń sadu przykrywa Ożywczego moc chłodu spija z liści Cień Prężąc cielsko wężowe do drzwi chaty się wsuwa A po jego śladach Zachód wkracza w sień. Za późnoZa trudno głowę podnosić gdy ociężałaZa późno kapelusz słomiany wdziewać gdy lato przeszło Na próżno wody pragnionej żądać gdy źródło wyschło Żałosne mizdrzyć się przed lusterkiem które rozprysło I po cóż walczyć i więzy zrywać gyy rozluźnione Płakać daremnie gdy przeszło obok niespełnione, Nie warto walca odtańczyć bez orkiestry gdy sala opustoszała I w świat przez morze wyruszać gdy łódka wody nabrała I tylko szykować się już czas zabierać czas I czarne wyjmować suknie I szal założyć na drogę przez las Nim dłonią chłodną ściany dotkniesz. TworzenieZaszumiało, zawirowało, ucichłoAż raptem zagrało Spowite zasłoną mgielną Rąbek jej uchyliwszy Ożyło, rozkwitało Różą przepyszną - elegancji kwiatem Nim zwiędło w słońcu Ale w sercu złotem i echem zostało Marta 99 Obrazy niebaMarmurem z CarraryNiebo kryptę zamyka I powiew szary mgły kolan dotyka Podziemi korzeniami Które już chwytają Aby wchłonąć w macierzy wieczystej odmęty Oddech szeroki - polom odebrany Horyzont daleki Świeży zapach mięty Zdeptanej bosymi stopami Całe życie /98/ Marszczyło wody mórz
niespokojnych poruszenie
Zamiast pozwu Bemowo Lasek 15 I 91 Moja
dusza
|
KaraAch biedna , nędzna dusza , na zawsze straconaKtóra pokocha demona. A jakie serce obolałe Gdy nogi z rozkoszy omdlałe. A jakie zaślepione oczy Gdy barwy zmienił świat- A rozum toczy trupi jad, A szatan tryumfy święcąc Od Belzebuba zapite przyjmuje jak hostię - klęcząc, I piekło się raduje Bo potępiona dusza Schodami w ciemność rusza Posłuszna Panu swemu Który ją dosiadł - jak klacz I biczem smaga I razem w szaleńczym galopie Doliny przemierzają Lecz jakieś smutne twarze mają, 7X97 Oho!Już szara, lita zgrajagrajków Instrument swój nastraja Do marszu grać gotowa, Każdemu piewcy tła użycza I przytupuje w takt .. Zagłusza szmery wiatru w trawach Zakrzyczy ptaka śpiew Grzmot burzy niknie w gromkich brawach Nie słychać szumu drzew. Do tańca tłum taneczny woła I wznieca z obłędnego koła Gromki chóralny śpiew. I na całego trwa zabawa I tylko w kątach gdzieś, niemrawa Jak słaby świeczki błysk Pieśń fortepianu się przebija Co tylko echem w ścianach żyje Albo fujarki pisk. Jesień 97 Marta Dlaczego ?Dlaczego myśl mojaTakim szerokim gościńcem chadza ? Dlaczego wędruje równo traktem przeludnionym ? Czemu zbłądzić się boi, I zagłuszona gwarem Obok nie słyszy Przechodzącej ciszy ? I twarzy nie widzi w krajobrazie gór szarym ? Dlaczego z myślą Twoją spotkać się nie może , I na poboczu drogi przystanąć się lęka , Aby sił nabrać do biegu nagłego Żeby twoją dogonić Zaczepić Zagadnąć Na chwilę powstrzymać Zapytać Odgadnąć ? I dlaczego łzy moje, kiedy zbłądzę w drodze Jedynie śmiech, lub gniew Twój odnajdywać mogą ? A moja radość, gdy w strumieniu brodzę Wodospad nagły spotyka I czeluści głuche Które ją nagle dławią ? A kiedy myśl Twoja ciemnym borem przemyka Czy nie spojrzy w górę Aby skrawek słońca uchwycić przez moment? Gdy zamiast puszczyka Usłyszy wilgi świergot Który tajemnicę lasu psuje , Czy wtedy kamień chwyta? Aby wilgę zabić ? Więc dlaczego nie można? Dlaczego nie trzeba ? Czemu nieosiągalne, I niezrozumiałe ? A moja potężna fala spiętrzona na skale Czy cofnąć się musi i skały nie skruszy? Demon wyklęty Który skrycie walczy I każdą słabość łowi w sidła, psuje Dobro ratuje. I przed miernotą marności - ocala Sam z siebie ofiarę czyniąc w nicości Nieszczęsny i wielki Obrońca Boskości. Szatan potężny Groźny dla małości Skryty Niebezpieczeństwa skryto^clą powiela Ale zataić " piękne ", do końca nie umie I nie chce •. Ono postać? l rysy mu wybiela Aby miał wabić czym ofiary marne Żałosne Pozorów jedynie spragnione Nędzne , wielkości Jego niewarte Od zaistnienia zatracone Jałowa moc - słabością Demona Nuda go toczy, A w duszy skrywana Żarliwość pragnienia niemocą trawiona Aby rywala dostąpić .. I drżąc namiętnym wszystkiego ryzykiem Nareszcie wielkości swojej przeciwnikiem I odwrotności wiernym towarzyszem |
PerłaW darze za mocy umęczonych zdrojeZapożyczone tchnienie Ducha Z mroków bezdennych wydobywa swoje Omszałe muszle , artystyczne zwoje A w uchylonych pancerzy okowach Księżyca blaskiem perła gra matowa Lecz wraz z ofiarą krypta ją pochowa W skurczu odwrocie tajemnym Gdy poławiacza ręką niecierpliwa Na plaży piach jej nie wydobywa Bo szczęścia zbrakło Bo czasu chimera W koronie gwiazdy jej nie osadziła By życiem swoim z życiem gwiazdy żyła I Perłą była. Bajka : Dwie BestieBestia i Bestia dostrzegły siebieA wokół cisza w zamarłej głuszy, I wywabione pustką niemą I wypłoszone wyciem duszy W ogrodu tunelach nocnego splątanych Nagle zwierciadło odkryły I w obraz magiczny w jego czeluściach Błyszczących oczu czworo utkwiły. A Piękna jak mgła obok przemknęła A ślepia Bestii zastygłe w sobie Nawet nie drgnęły. Wargi śliniąc przebrzydłe Stały tak wieki całe Czekały Nic nie wiedziały Aż którejś burzliwej nocy Z hukiem zwierciadło rozprysło Bestię w ramiona -Bestii .bryzgając Strzaskane ogromem spojrzeń ich mocy I dusze ich się splątały Królewną i Księciem powstały. 16.VII-.98 ------------------------------- Gdy zabrzmi w Twoim Domu Cisza natarczywa A cienie przy świecy niepewnym migocie Przeszłość -jak dym rozwianą odtańcują w kącie Lub w przedsionku się stłoczą-pokoju chłodnego Do którego zawsze przenieść się wzbraniałeś Smugami rozwleczonymi po brudnym ekranie Przed załzawionym okien;stary film -ożyje Powstanie zapomniany spektakl odegrany Gdzie główną rolę grałeś... Żałobnie zawyje przeciągła syrena tęsknoty. A wtedy na szarej ściany firmamencie Zawiesisz stężałe oczodołów cienie I nie zechcesz więcej Grac na pustej scenie A poza nią roli dla ciebie nie będzie' La comedia finita .7X97 Przed zmierzchemPrzed zmierzchemNiebo rozwiewa przed oczami Zasłonę Niby krwi smugami splamioną Jakież wojny kryje w zaświatach W których zorze płoną słońcu na przekór ? A nocą? Nocą gwiazda spada Jakieś nieszczęście zapowiada Odwiecznym upadku lotem. Czasem poświata trupio-blada Księżyca Mgłą osiada Na gwiezdnym pogorzelisku. A rankiem? Szaro-czarnym splotem dnia z nocą- Świt - usiłuje nadzieja wskrzesić Lecz szczelnie ciągle osłania Chmurna kotarą tajemne światy Nawet - gdy słońcu się kłania. A po tej stronie? Tęsknice nadal wstają I pod muślinem rozpiętym grają pieśni tłumione A śmiałe wyzwania z nich zrodzone Sztyletem wyobraźni prują Nieba zasłonę 19V97 |