Rębków ostatnia wojna
Rudy Austryjak
Nie było by mnie na tym świecie. Wielokrotnie w życiu moich
rodziców
były takie sytuacje, że chyba tylko cudem przeżyli. W czasie okupacji
karano śmiercią lub po prostu zabijano z tak błahych powodów
które dziś młodzieży nie mieszczą się w głowie, że tak mogło
być. Karano śmiercią za przechowywanie Żydów - już od 1942,
jeńców radzieckich co zbiegli z obozów - to już
po 1941
roku, za posiadanie radia, broni, maszynek do kolczykowania świń też
a za niedostarczenie pełnego kontyngentu żywca na przykład gdy
zabrakło 10 kilogramów można było "wylądować" w
obozie pracy na kilka miesięcy.
Zdarzały się przypadki zabicia
chłopa na drodze który nie zdjął czapki przed
przejeżdżającymi
Niemcami. Mojego wujka Pietrzaka i jego kolegę Wrześniaka w 1940 roku
Niemiec po prostu wyprowadził z kawiarni w Garwolinie i zastrzelił.
Za co? Bo krzywo na Niemca patrzyli - leżą razem pochowani w jednej
mogile na cmentarzu w Garwolinie. Łatwo było zginąć - trudno było
przeżyć.
Radia Niemcy kazali zdać - po co ludzie mieli mieć
nadzieję, że nie cały kontynent Hitlerowcy już podbili. Radio Londyn
dodawało otuchy także wtedy gdy sami Anglicy byli w tarapatach.
Przecież prawie 80% benzyny w samolotach Luftwaffe które
atakowały w czterdziestym Anglię to była benzyna Sowiecka - tak się
wspierali dwaj bandyci Hitler i Stalin. Ciężkie czasy- bardzo
ciężkie. Nawet sobie nie zdajemy często sprawy że po tylu latach
ciągle tamte wydarzenia jeszcze mają wpływ na nas i nasze
życie.
Ojciec radia nie zdał - nie zdał i już. Z nasłuchu nawet
biuletyn próbowali wydawać aby więcej ludzi wiedziało co się
dzieje. Ktoś jednak doniósł Niemcom i przyjechało Gestapo z
Garwolina. Nawet wiedzieli gdzie trzeba szukać - od razu poszli do
stodoły - dobrego mieli informatora. Radio było nad oborą. Można tam
było wejść tylko po drabinie. W śród Gestapowców
był
rudy Austryjak - on wykazywał się szczególnie - wszędzie
wchodził pierwszy, zaglądał do każdego kąta, miał dużą wprawę jak
dobrze wyszkolony pies.
Podstawił drabinę na oborę, wszedł a za
nim chciał wejść oficer wyższy od niego stopniem. Austryjak
powiedział do tego oficera aby nie wchodził bo tam strasznie brudno,
tyle pajęczyn, kurzu - tylko swój mundur ubrudzi a mundury
mieli ładne - to im trzeba przyznać.
Moja matka wiedziała gdzie
jest radio, stała przed oborą z dziećmi i myślała aby tylko śmierć
była lekka. Austryjak zszedł z obory i mówi, że tam nic nie
ma. Cud czy co - radio ktoś zdążył przed rewizją wynieść? Niemcy
odjechali.
Matka weszła na oborę a tam radio na samym wierzchu -
Austryjak po prostu uratował moim rodzicom i dziadkom życie.
I to
był Gestapowiec!
============================
17 października
1943 roku w wiele miesięcy po tej rewizji, ojca jednak Gestapo
aresztowało już nie radio było powodem. Aresztowali w tym dniu
jeszcze 25 osób. Uznano ich za zakładników - tak
obwieścił w Garwolinie radca szkolny Maks Muller. Pięciu z
aresztowanych rodziny zdołały wykupić między innymi Zbigniewa
Michalika i Andrzeja Kapicę. U nas w domu poszło na ten cel całe
złoto jakie w rodzinie można było zgromadzić i ojciec wrócił
do domu. Rodzina Zbyszka Michalika nie zebrała całej wymaganej przez
gestapo kwoty, cześć tylko wpłacili więc gestapowiec zażyczył sobie
aby ojciec poszedł do aresztu za syna co miało gwarantować otrzymanie
reszty okupu. W dzień czy dwa później przyjechało gestapo z
Warszawy - gestapowca łapówkarza zdjęto ze stanowiska i
chyba
wysłano na front wschodni. Zwolnionych próbowano aresztować
ponownie ale przez kogoś ostrzeżeni zdołali się w porę ukryć.
Tych
21 gestapo zabrało do Warszawy. Dziesięciu z nich rozstrzelano w dniu
12 listopada w tym ojca Zbyszka Michalika Stanisława. W Garwolinie w
dwa dni później wywieszono informujące o tym
obwieszczenie.
Dla mojego ojca przyszedł czas ukrywania się.
Prawie rok jeszcze Niemcy decydowali na tym terenie kto ma prawo do
życia a kto nie.
Jak wyglądało życie w czasie okupacji? Może jako
przykład podam co się działo w okolicach Garwolina tylko w tym jednym
miesiącu w październiku 43 roku.
* pierwszego - aresztowanie
pięciu osób na poczekalni na Stacji Garwolin,
* siódmego
- na Wilkowyj Niemcy zastrzelili 11 osób,
* tego samego
dnia w Garwolinie zatrzymano czterdzieści osób z
których
28 wysłano na roboty do Niemiec,
* jedenastego - aresztowanie w
Augustówce pięciu osób,
* dwunastego - na Lisich
Jamach rozstrzelano pięć osób w tym dwie kobiety,
*
czternastego - w Augustówce zastrzelono dwóch
mężczyzn,
* siedemnastego -aresztowano 25 osób w tym mojego
ojca,
* 18-19 aresztowania w Augustówce,
* dwudziesty
drugi - Niemcy otoczyli Parysów zatrzymano dziesięciu
mężczyzn
i jedną kobietę,
* dwudziesty siódmy - ponownie na stacji
Garwolin aresztowania - tym razem 12 osób,
* dwudziesty
ósmy - też stacja - aresztowanych wywieziono do Warszawy,
*
tego samego dnia - żandarmi zatrzymali we wsi Choiny pięciu mężczyzn
jadących wozem - znaleziono na wozie 13 kg mięsa i 100 kg żyta -
wszystkich zastrzelili.
Jak można było się ukrywać? Bez pomocy rodziny było to prawie
nie
możliwe. Zimy były bardzo ciężkie i próby spania w stodole
czy
w stogach mogły się skończyć zamarznięciem. Nawet oddech zdradzał
miejsce ukrycia nie mówiąc o kaszlu a o przeziębienie było
bardzo łatwo w takich warunkach. Dlatego po kilku nocach przespanych
w chłodne dni przez ojca w stodole zdecydowano aby w domu zrobić
skrytkę.
Piec w domu miał taki chyba czterdziestocentymetrowy
występ o długości około półtora metra. Przystawiono do tego
występu szafę, nad szafą wykonano niby ściankę i nawet ci
którzy
bywali w tym domu wcześniej nie mogli się zorientować, że tam jest
skrytka.
Ciasno tam było, można było leżeć tylko na boku a i na
wyprostowanie nóg nie było tam miejsca ale było ciepło,
jedzenie było na zawołanie a jak było spokojnie to przecież można
było "pomieszkać" jak za dawnych normalnych czasów.
Ojciec do skrytki wchodził po odsunięciu tylnej ścianki szafy - czyli
po prostu przez szafę.
Już wiosna była jak przyjechało gestapo -
ktoś jednak znów doniósł - rewizja, obmierzanie
domu
ale po zewnętrznej - tak się wycwanili przy poszukiwaniu ukrywanych
Żydów. Ojciec był w schowku. Słyszał i rozumiał co
mówią
- znał niemiecki. Co czuł, co myślał? Nie wiem.
Skrytki nie
znaleźli a i sołtys w tym czasie przyjechał z wódką i
kiełbasą
i zaprosił Niemców na sznapsa - w ten sposób
udało się
ich odciągnąć.
Był to jednak sygnał ostrzegawczy, że trzeba
znaleźć inne miejsce na ukrywanie się i tak ojciec znalazł się w
Warszawie.
To w Warszawie było łatwiej się ukrywać? Jeśli ktoś
miał aryjski wygląd, trochę pieniędzy i rozumu oraz dużo szczęścia -
to tak. Nie było wtedy komputerów, tak sprawnego przepływu
informacji jak teraz i jeśli ktoś nie doniósł to dawało się
przeżyć.
"W okupację Warszawa była wesoła!" - powiedział
do mnie starszy człowiek z którym leżałem w latach
dziewięćdziesiątych w szpitalu w Warszawie na Czerniakowie.
"Jak
to? Przy tak licznych egzekucjach, łapankach, ciągłym zagrożeniu?"
- nie wytrzymałem.
"A no, na przekór okupantowi, na
przekór czyhającej śmierci bawiliśmy się, byliśmy młodzi i
chcieliśmy żyć"
Ot inne oblicze czasów okupacji.
Stefan Jerzy Siudalski © 2003