Rębków lata PRL-u

Pierwszy dzień w szkole

Jak miałem sześć lat to już do pierwszej klasy poszedłem do szkoły w Rębkowie - do takiej wiejskiej czteroklasowej szkoły z dwiema nauczycielkami. Chyba taka szkoła przed wojną określana była jako freblówka. Szkoła mieściła się w dawnym dworze co to Surkow dostał w spadku po swojej ciotce co była żoną Zwierowa /Zwierewa/. A Zwierow dostał majątek od cara  gdzieś tak po upadku powstania listopadowego. --- Na zdjęciu - dzisiejszy widok budynku w którym wtedy mieściła się szkoła----
Myśmy o tym nie wiedzieli i może lepiej że wtedy nie wiedzieliśmy bo byśmy pytali co i jak a takie pytania w rok po śmierci Stalina były nie na miejscu a nawet na pewno nie na czasie.
Pamiętam jak dziś ten pierwszy dzień w szkole - pogodny dzień i do szkoły nie było daleko - tak z dziesięć minut powolnego przemieszczania się. Przez całą drogę tej pierwszej wędrówki - pamiętam dokładnie - myślałem o tym że na wiele lat tracę wolność. Może dlatego jak tylko los dał kopniaka to przypomniałem sobie, że tak naprawdę zawsze odkąd pamiętam to chciałem być wolny, niezależny i robić to na co ja mam ochotę a więc to do czego najbardziej się nadaję.
W szkole najpierw posadzili wszystkie dzieciaki ze wszystkich czterech klas razem w największym pomieszczeniu w takich śmiesznych ławkach co to siedzenie, długie na czterech - pięciu uczniów było połączone z tak samo długim pulpitem. Dla tych wyrośniętych chłopaków to nawet były wygodne ale dla nas to raczej nie. Ławki te przypominały ławki w kościele i tak po latach myślę, że one chyba z jakiegoś kościoła to pochodziły.
Po jakiejś przemowie wyprowadzili nas pierwszoklasistów na zewnątrz, na trawę pod takie nieduże drzewko owocowe.
Co dalej było to już nie pamiętam - a były jakieś śmieszne historie z dziećmi co chciały siusiu ale chyba dla większości z nich skończyły się szczęśliwie.
Ja tam byłem jedyny nowy, pozostałe dzieciaki się dobrze znały a często były ze sobą tak czy inaczej spowinowacone.
Nowy - z miasta - inaczej ubrany - inaczej mówi - jednym słowem aż się prosi aby mu pokazać kto tu ważny.
Tak i któregoś dnia czekało na mnie kilku z tych starszych klas na tej drodze do szkoły. Miałem mapnik, wojskowy z paskiem przez ramię, zeszyty w nim nosiłem. Zabrali mapnik, wyrzucili zeszyty, połamali ten plastik co mapy za niego były chowane. Niedobrze, oj niedobrze - ja zdecydowanie tego nie akceptowałem ale rodzicom się nie pożaliłem tylko po powrocie ze szkoły wziąłem wiatrówkę ojca z której dobrze strzelałem, odsypałem nasion wijjki do kieszeni, psa co się wabił Bimbo i po drabinie umiał chodzić - na smycz i stanąłem na drodze przed dziadków domem.
My pierwszaki to mieliśmy mniej lekcji i wcześniej byliśmy w domu od tych z klas starszych. Czekam, czekam - w końcu idą ze szkoły ci co mi mapnik zniszczyli. Idą całą szerokością ulicy - nawet koty uciekały. Zobaczyli mnie zwolnili, coraz wolniej aż stanęli tak na wysokości barana na łące. Stoją, stoją tak ze 100 metrów ode mnie - jacyś tacy coraz mniej hałaśliwi i wcale im się do domów nie spieszy a muszą przejść koło mnie i tylko zerkają w moją stronę.
W końcu szmyrgnęli za stodoły i przez pola do domów poszli - przez pewien czas miałem spokój.
SJS
PS Co to wijjka? To takie czarne nasiona wielkości śrutu, sypałem tego po kilka do lufy wiatrówki i dobrze dawało - nawet przez krzaki bolało. A zdjęcie z wiatrówką to o dwa lata wcześniej i w Siedlcach na dziedzińcu straży pożarnej - wiatrówka ta sama.

Moja klasa z roku 1957 w Rębkowie: Dembecki, Biernacki Adam, Dziak Józef, Witak Grzegorz, Siudalski Jurek, Rychlik Bogna, Boryń Teresa, Piotrowski Wawrzyniec, Głowala , Tracz Grzegorz, Boryń /Jadwiga czy Teresa?/, Krupa Hanna /Piotrowska/ , Urbanek Stanisław, Witak Krzysztof, Przybysz,  Mianowska Zofia /Kwiatkowska/ , Ostrowska Janina /Zawadka/, Ziencina Irena , ... Witak Hanna, Dziak ..., Talarek Irena /Kałaska?/ , Bieńko Barbara /Karczmarczyk/

klas 1957 rok



Stefan Jerzy Siudalski © 2003

powrót do strony głównej