Wiesz Stefan - mówił Stary Żyd co do Polski po sześćdziesięciu latach przyjechał wraz synami - ja tak bardzo bym chciał wejść do tego domu na Grzybowskiej 35. Jak by było możliwe to ja tylko przez okno chciałbym popatrzeć - jak by pozwolili. Pojechaliśmy na Grzybowską. Numer 35 to szklany gmach i nawet nie wiadomo czy stoi na miejscu tamtego domu. Nie wejdziemy bo nie ma tamtego okna. Nie ma tamtego podwórka i pewnie już bardzo niewielu pamięta dom na Grzybowskiej 35. Stary Żyd pamiętał - przez sześćdziesiąt trzy lata pamiętał. A w jakim języku mówiono u was w domu? - zapytałem. Rodzice to jak nie chcieli byśmy wiedzieli o czym mówią to mówili w jidisz ale siostry to one nawet nie chciały uczyć się jidisz, one były Polkami! Zginęły jednak jako żydówki. Nawet nie wiadomo gdzie i kiedy i okna też niema.
----------------- Wielu ludzi ucieka z miast i kupują, budują, remontują domy daleko od miast. Jechałem z takim co chciał odtworzyć pałac. Długo z Warszawy jechaliśmy do tego jego wybranego miejsca. Wyjechaliśmy wcześnie rano. Kilka godzin samochodem aż dojechaliśmy. Patrzę a to prawie całkowita ruina. Tyle, że mury stoją, resztki dachów, resztki parku. Porywać się na taką odbudowę - miejscowi wszystko co można było ukraść już dawno ukradli. Jak tylko podjechaliśmy podeszło do nas dwóch wczorajszych z kijami co to im za wędki służyły. Dlaczego wczorajszych? Bo nie było jeszcze południa a oni byli już na dobrym gazie. Nawet przychylni do nas byli i wylewni. Ojciec z synem, dwa nieroby. Synek wskazał na otwór na piętrze pałacu który był kiedyś oknem i powiedział: "Tam było nasze mieszkanie" Jak to - to ten pałac przetrwał wojnę? Synek wyglądał przecież na zdecydowanie powojennego mimo zniszczeń jakie dokonał tani alkohol w jego wyglądzie. Okazało się, że pałac w dobrym stanie przetrwał wojnę. Szkołę tam urządzono i mieszkania dla nauczycieli i sprzątaczki też tam wygospodarowano. Tak dobrze gospodarowano w tym pałacu, że w latach dziewięćdziesiątych był kompletna ruiną! Nie ma to kary na takich? -------------------
Przyjechał z Kanady Pan S. Starszy pan ze szlachty tej przedwojennej co to przeżyli Niemca a Kacapa to woleli już nie pytać czy im pozwoli żyć. Zaprosili go na działkę na wieś moi znajomi i poprosili czy jak jadę do siebie na działkę to nie mógłbym Pana Ś. podwieźć. Dobrze - dlaczego by nie. Jedziemy z Warszawy dęblińska szosą. "Czy moglibyśmy zajechać do Sobień Jezior? - pyta Pan Ś? Dobrze - wjeżdżamy na rynek. "Tu w okupację byłem. W sąsiedniej miejscowości jest pałac. Był on własnością mojej ciotki - Jezierskiej. Do Sobień bardzo często przyjeżdżałem. To zaledwie trzy kilometry od pałacu. Tu było getto. Wyjątkowo okrutni żandarmi niemieccy tu byli" "Czy możemy pojechać do pałacu? Jak tam byłem w latach sześćdziesiątych to popadał w ruinę" Jedziemy do pałacu, do Sobień Szlacheckich - pałac jest i to w doskonałym stanie, odrestaurowany, zadbany i ogród też. Nowy gospodarz jak się dowiedział kto przyjechał chętnie oprowadził po salach. Pokazał zdjęcia przed remontem a po to już mogliśmy sami zobaczyć naocznie. Nie wszystko wróciło do pierwotnego kształtu i sala balowa miała za sufit strop pierwszego pietra - połączono piętra w tej części pałacu. Pan Ś. jak podchodziliśmy do pałacu pokazał okno pokoju w którym mieszkał za okupacji. To okno nadal było tylko nie było pokoju za tym oknem, tam była przestrzeń nad salą balową. Pan Ś bardzo chciał wejść do pałacu, do tego pokoju i wyjrzeć przez okno. Musiałem tłumaczyć, że okno jest ale pokoju to już nie ma - nie bardzo to do niego docierało - przecież okno jest. --------------------------

Czy ja jeśli dożyję późnego wieku też będę szukał swojego okna? Tylko gdzie jest moje okno? Czy każdy ma swoje okno? Nie wiem. SJS
Na zdjęciu - Stefan Siudalski około 1930 roku w Rębkowie, kto mógł wtedy wiedzieć, że za kilka lat za oknem przewalą się obce wojska. Dziś jest tam tylko miejsce po oknie, okno umarło jak ludzie odeszli – jest tylko dziura.