Rębków lata PRL-u
Grzesiek miał starszego brata i siostry - dwie starsze i trzy
młodsze. Nie wiem dlaczego ale wszystkie prace w gospodarstwie
przypadły właśnie Grześkowi. Od wczesnego ranka do późnej
nocy
parował ziemniaki, ciął na sieczkarni słomę na sieczkę, karmił
świnie, krowy, konia i kury. Pracowity był. Krępy się zrobił od
dźwigania większych od niego kotłów i wytrzymalszy był od
nas.
Czasami tylko uciekał z domu do zamężnej siostry, Ireny co mieszkała
dwie wioski dalej.
Na drugiej stronie drogi, naprzeciw ich domu
była łąka - taka sama prawie jak te wszystkie rębkowskie łąki po
drugiej stronie drogi co po nich strumień płynął. Ich łąka
różniła
się tym, że na niej pasł się baran - duży i złośliwy. Nawet na
swój
sposób był przebiegły omijaliśmy go więc z daleka mimo, że
był
przywiązany. Na tej łące nie było miejsca na nasze zabawy.
Grzesiek
barana się nie bał aby nam to pokazać stanął przed baranem i drażnił
go "baziu baziu tłyk" a baran nic. Więc jeszcze raz i
jeszcze a baran jak by go nie widział. Co robi artysta po skończonym
występie? Kłania się publiczności głęboko się pochylając i tak zrobił
Grzesiek stając tyłem do barana. Baran tylko na to czekał, nie biegł
tylko takimi podskokami w jednej chwili znalazł się przy wypiętym
Grześku - buch, jęknęło - i patrzę a Grzesiek w powietrzu leci. Już w
czasie lotu darł się wniebogłosy, upadł na ziemię tuż przy samej
drodze, poderwał się i jeszcze głośniej wrzeszcząc uciekł do domu.
Wcale nie czekał na nasze brawa a my jeszcze z większej odległości
omijaliśmy zwycięzcę tego występu.
SJS
Już dobrze po pięćdziesiątce Grzesiek zaczął pisać wiersze - a to jeden z nich.